12 lutego

KIM JEST TEN, KTO SIEBIE AKCEPTUJE?

Akceptacja to wcale nie taka oczywista oczywistość, jakiej można by się spodziewać. Okrutnie trudno przychodzi nam akceptacja naszej rodziny, znajomych ze szkoły, pracy, którą posiadamy albo kraju, w którym żyjemy. Najtrudniejszą sztuką wydaję się jednak być akceptacja samego siebie. Tak mało jest tych, którzy potrafią wstać i krzyczeć: Hej, jestem jaki jestem i za to się kocham! Zawsze bowiem znajdujemy cechę wyglądu jako dobry powód do tego, by mówić: jestem jaki jestem i wcale siebie za to nie kocham.
Kim jest zatem ten, który potrafi mówić, myśleć i robić inaczej? Kim jest ten, który siebie akceptuje?




To ktoś cholernie szczęśliwy.

Staram się nie używać tutaj takich słów, ale to prawda. Nie ma akceptacji bez bycia szczęśliwym. Jedno wyklucza drugie. Drugie wyklucza pierwsze. Szczęście jest w tobie. Akceptacja jest w tobie. Bez mówienia, że kochasz siebie – lubisz swój krzywy nos i niecierpliwy charakter – nigdy nie będziesz szczęśliwy. Ale jednocześnie bez uciechy z tych najprostszych rzeczy – krótko mówiąc: bez szczęścia – nigdy nie będziesz w stanie zaakceptować siebie. Koło się zatacza.

To taki moment, w którym powinnam podać jakąś cenną wskazówkę. W końcu skoro czytasz ten tekst to miewasz jakieś problemy z samoakceptacją albo z poczuciem szczęścia. Ale to też taki moment, w którym trudno mi powiedzieć cokolwiek. Możesz przeczytać milion książek o tym, jak siebie zaakceptować, ale prawdziwe rady są w tobie. Każdy ma swój sposób – na życie, na miłość i na samoakceptację. Jeżeli trudno jest tobie te sposoby odnaleźć polecam bardzo proste ćwiczenie.

Biała kartka papieru. Narysuj na niej siebie. Po lewej stronie wypisz wszystkie te cechy, które w sobie lubisz albo wiesz, że podobają się one innym. Długie nogi, inteligencja, dowcipność, piegowaty nos. Po prawej stronie będąc już świadomym, ile jest w tobie dobrego wypisz to, za czym niekoniecznie przepadasz. Garbaty nos, jąkanie się, nieszczerość. Na swojej twarzy dorysuj ogromny uśmiech. Kartkę zatytułuj: JESTEM JAKI JESTEM – AKCEPTUJĘ SIEBIE.

Tym samym przechodzimy do kolejnej cechy osoby, która szczyci się samoakceptacją (nie mylmy jednak z samouwielbieniem).

To ktoś, kto jest świadomy.

Wie, jakie ma wady, ale zna też mnóstwo swoich zalet. Odnajduje siebie w tym świecie. Często jest tak, że żyjemy będąc kompletnie nieświadomymi tego, kim jesteśmy. Nie bez powodu tyle już napisano książek, blogów o tym, jak odnaleźć siebie w dzisiejszym pędzie, w którym każdy z nas po prostu się gubi. Zatracamy swoje pasje gdzieś między drogą do pracy a domem. Zatracamy cząstkę siebie robiąc rzeczy, których nie cierpimy i ucząc się czegoś, o czym jesteśmy pewni, że to nieprzydatne.

Człowiek, który siebie akceptuje jest świadomy – swego ciała, myśli, uczuć, rozumu. Nie przeraża go obnażanie ze swoich cech charakteru, cielesności, emocji, uczuć, wiedzy przed innymi. –  On jest ich pewien. On jest z nich dumny.

To ktoś, kto zawsze jest sobą.

Mogę się założyć, że 2/3 z nas udaje kogoś kim nie jest. W pracy maska porządnego człowieka. Ze znajomymi maska zabawnego. W domu maska dobrej córki, żony, matki.  U lekarza maska dbającego o swoje zdrowie. A kiedy ta najpiękniejsza maska, to prawdziwe oblicze? Nigdy.

Mam takie wrażenie, że ci, którzy ciągle udają kogoś, kim nie są i kim najprawdopodobniej nigdy nie będą, robią to, bo nie są wystarczająco szczęśliwi, nie są przekonani o swojej wartości, nie są świadomi samych siebie. Spędzają codziennie dwadzieścia cztery godziny z osobą, która jest dla nich obca, i której nie mogą lepiej poznać, bo ta bezustannie się zmienia, modyfikuje, nakłada potrzebne w danej chwili maski. A gdyby tak przestać? Gdyby zacząć być wreszcie sobą nie myśląc o tym, co powiedzą inni?

Wyobraź sobie, że to możliwe. Wystarczy siebie zaakceptować. Tylko tyle.

To ktoś, kto żyje tu i teraz.

Znam takie osoby, które mają w swojej szafie ubrania w różnych rozmiarach. Na czasy, kiedy schudną do wymarzonego '32'. Na czasy, kiedy zgrubną w efekcie jo-jo. Tak być nie może. One nie są szczęśliwe ani teraz, ani nie będą za miesiąc, gdy osiągną upragniony wynik. Ani nigdy. Nie potrafią dzisiaj zaakceptować tego, jak wyglądają. Jasne, może podałam niezdrowy przykład. To znaczy nie warto nic nie robić ze sowim życiem, kiedy widzimy, że coś jest w nim destrukcyjne. Wtedy, i tylko wtedy dobrze jest tego nie akceptować, lecz zmieniać. Jednak większość nas ma dostatecznie dobre życie i (całe szczęście!) brakuje w nim autodestrukcji. Trudno mi zatem zrozumieć, dlaczego nie potrafimy żyć tu i teraz.

Rozpamiętujemy przeszłość. Coś nie tak powiedzieliśmy. Gdzieś nie tak się zachowaliśmy. Komuś nie sprawiliśmy radości. Odpuśćmy sobie. To było. Już przeminęło. Stało się i nie odstanie. Skierujmy się na teraźniejszość. Myślmy tylko o tym, co właśnie się dzieje. Nie wybiegajmy daleko w przyszłość. Maksyma: żyje się tu i teraz jest naprawdę trafna. Przekonajmy się o tym.

- - - 
A za fotkę dziękuję Ali.

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post i o ile z większością rzeczy się zgadzam to wydaje mi się że kwestia akceptacji i szczęścia i to koło, o którym piszesz to sprawa dużo, dużo bardziej skomplikowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. To koło jedt bardzo skomplikowane, dlatego ta kwestia pojawi się z pewnością nie raz. Tak jak O.Szustak mówi kilka odcinków o popiele tak jak powiem kilkakrotnie o samoakceptacji i jej wpływie na szczęście. Buziak! :)

      Usuń
  2. Może dziwnie zabrzmi, ale odnajduj siebie jako bardzo szczęśliwą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie brzmi dziwnie. To brzmi genialnie!!

      Usuń
  3. Świetny post. Jeżeli chodzi o samoakceptację to w pełni się z Tobą zgadzam. Jeżeli siebie nie akceptujemy to nigdy nie będziemy szczęśliwi z tego kim jesteśmy i co udało nam się osiągnąć :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Akceptuję się w pełni i jestem szczęśliwym człowiekiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie teksty potrafią człowieka zmobilizować, uwierzyć w siebie...choć czasem to trwa krótki okres. Ważne, by po każdym jakimś upadku wyszukać światełka w tunelu...

    OdpowiedzUsuń

TOP