05 marca

Blogerka też człowiek. #3

Wywiady stają się już częścią bloga, co miesięcznym rytuałem, którego dokonam dziś po raz trzeci. 
Wywiad ten przeprowadziłam z moją imienniczką - Martą (Kokijaże sur la plaże), której zazdroszczę świetnego bloga, lekkiego pióra, talentu fotograficznego, świetnej figury, perfekcyjnego stylu, poczucia humoru...

 

Niepoprawna Optymistka: Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?
Marta Gutsche: No to musimy się cofnąć w czasie do momentu, w którym moje koleżanki po fachu zakładały konta na pierwszych w Polsce portalach na których można było pokazywać swoje stylizacje. Ja w tym czasie osiedliłam się na photoblogu. Nosiłam się z tym przedsięwzięciem chyba z pół roku. W międzyczasie dostałam bardzo baaaardzo długą karę na komputer (Też chyba pół roku. Chociaż niektórzy powiedzieliby że rok) że kiedy zbliżał się koniec, siedząc na lekcjach w szkole już sobie projektowałam z tyłu zeszytu co kiedy napiszę i jakie zdjęcia dodam. Oj tutaj mogłabym książkę napisać, jakie to historie odchodziły,  ileż to emocji było i jak to rok po roku ewoluowało. Piękna sprawa. Obecnego bloga założyłam kiedy poczułam, że photoblog jest już dla mnie za mały, za bardzo ograniczający. Chciałam pustej przestrzeni tylko dla siebie. Sporej pustej przestrzeni.

NO: Czym dla Ciebie jest Twój blog?
MG: Jest on właśnie tą przestrzenią (która dziś nie jest już taka pusta, ale dalej jej sporo:), przestrzenią dla takiej swoistej ekspresji. Nazywam go swoim Zakątkiem.  

http://2.bp.blogspot.com/-_ZusCeqvNl8/UImF2e1P8CI/AAAAAAAAG90/fOabRfxIeiQ/s1600/IMG_6737.jpg

NO: Cztery lata umieściłaś pierwszy wpis, jak przez ten czas zmienił się Twój blog?
MG: Hah, przez pierwszy rok  był wielką tajemnicą, wiedziały o nim może z trzy osoby, wrzucałam na niego głównie zdjęcia, efekty moich pierwszych sesji plus backstage, ale i fotki z dnia codziennego.  Pisząc o tym co mnie frasuje, tudzież rozwodząc się z nudów nad pierdołami, lubiłam bawić się słowem, wychodziły zmutowane pogmatwańce. Uważałam to za świetną rozrywkę. Potem nastąpił długi po prawie dwuletni etap wycofania. Każda notka zawierała tylko najnowszą sesję, zaopatrzoną w tytuł, najczęściej po francusku. Na tym koniec. Teraz trochę mi tego szkoda. Od września zeszłego roku postanowiłam hmm, znowu być obecna.  I tak oto kokijaże sobie dzisiaj hasają. 

 

NO: Co jest Twoją pasją? Starasz się ją rozwijać?
MG: Słowo „pasja” uważam za trochę wyświechtane w dzisiejszych czasach, ale jeśli chodzi o rzeczy, które są mi bliskie, absorbujące moją uwagę i emocje to niewątpliwie jest to fotografia, moda, problemy i zjawiska społeczne, eh na tą listę trafią też chyba moje studia… kiedyś jarałam się też mocno biologią, ale przeszło to w stan hibernacji ponieważ nie mam z nią styczności (smuteczek), ale gdyby humanistyczne klimaty nie wzięły góry, to pewnie dzisiaj analizowałabym układ kostny zimorodka srokatego i pisała poematy o morfologii roślin, a na blogu oprócz  stylizacji zamieszczała zdjęcia mojej świętej pamięci modliszki (pokój jej duszyczce).
Ok, powrót. Jak staram się rozwijać? Czytam, oglądam, poznaję, wymieniam się doświadczeniami i dyskutuję z ludźmi, którzy również czują miętę do powyższych obszarów.

NO: Co skłoniło Ciebie do pochwycenia pierwszy raz aparatu?
MG: Co mnie skłoniło? Po pierwsze zamrażanie chwil. Wiem, że każdy to klepie jak mantrę, ale to prawda. To jest zajebiste. Masz 30-40-60 lat siadasz i przeglądasz całe swoje dotychczasowe życie w postaci zdjęć. Jako dziecko zawsze o tym marzyłam żeby przed albo po śmierci móc obejrzeć film ze swojego życia. Dzięki zdjęciom to marzenie nie wydaje się już takie nierealne jak kiedyś.
Po drugie skusiło mnie tworzenie piękna.

 http://2.bp.blogspot.com/-Vy_IQyMlxWY/UImFvzbZoVI/AAAAAAAAG9k/JEsoVszeWTo/s1600/IMG_6742.jpg

NO: Jaka jest najprzyjemniejsza rzecz na świecie?
MG: Spanie! I budzenie się pod ciepłą kołderką, kiedy za oknem deszcz, szaro, a ty nie musisz wstawać. Oj i jeszcze jak ktoś cie drapie po pleckach, to jest po prostu obłęd! 

NO: Co dla Ciebie oznacza "być wolnym"?
MG: To podejmowanie samodzielnych decyzji.  Wszystko móc i jednocześnie niczego nie musieć. Być sobie wiatrem żaglem i sterem. 

 

NO: Wierzysz, że marzenia się spełniają?
MG: Oczywiście, że tak! Mi się całe życie wszystko spełniało. Aż się momentami tego bałam. Czasem trzeba było czekać krócej czasem dłużej, a czasem tak długo, że w ogóle zapominało się, że się kiedyś o tym marzyło. Poza tym jest coś takiego jak samospełniająca się przepowiednia, czyli jeśli jesteś na coś nastawiony, czegoś chcesz, lub czegoś się obawiasz, to podświadomie do tego dążysz. Trzeba uważać bo nie zawsze wychodzą z tego pożyteczne rzeczy. 

NO: Właśnie, jakie jest Twoje największe pragnienie? 
MG: Żeby nic złego nie spotkało, tych których kocham. Od paru lat pragnę też coraz bardziej doczekać czasów gdzie miłość między dwiema przeciwnymi płciami nie będzie postrzegana jako jedyna, prawdziwa i słuszna, którą należy wyznawać, a tej która jest w mniejszości odbierać prawo do istnienia.

 

NO: Jak Twój styl ewaluował przez ostatnie lata, miesiące? Co chętnie nosisz dziś, a na co wczoraj byś nie spojrzała?
MG: Myślę, że przez ostatnie dwa lata jakoś specjalnie się nie zmienił. Nie lubię być od stóp do głów kolorowa, czuję się wtedy okropnie. Jeśli jest jakiś kolor jeden albo dwa to wbudowany w neutralną całość. Lubię wzory, ale chyba bardziej na nie patrzeć niż nosić, bo częściej sięgam po jednobarwne, jednolite materiały, wyjątkowo lubuję się też w delikatnych i transparentnych. Ciągnie mnie też do rzeczy z przeciwległego bieguna czyli np. obszernych płaszczy, męskich swetrów i szali, masywnych skórzanych kurtek i butów. Czasem te bieguny łącze, a czasem pozwalam im żyć na sobie w odosobnieniu.
Chociaż… właśnie przypomniała mi się jedna drobna zmiana (nie wiem czy na stałe), Zaczęłam chodzić częściej w spodniach, ale faperką dalej nie jestem. Wolę legginsy, szorty, sukienki, spódnice. Spodnie? Do niedawna była to ostateczność. Teraz już się aż tak strasznie nie krzywię.

 

Zapraszam Was na bloga Marty. Jest piękny - piękne zdjęcia, piękne teksty, piękna osoba.. :)

Miłego wieczoru,
Marta. 

(Źródło zdjęć - Kokijaże sur la plaże)

14 komentarzy:

  1. Sympatyczy wywiad zachęcający do zapoznania się z blogiem przepytywanej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę, proszę, ktoś tutaj podbija internety! Kokijaże jest superowa, uwielbiam czytać wszystko co z pod jej szczuplutkich rączek wypływa <3

    "Nie lubię być od stóp do głów kolorowa, czuję się wtedy okropnie" - no to chyba coś w tym jest, że przeciwieństwa się przyciągają, koleżanko!

    OdpowiedzUsuń
  3. pozerka z wkurzającą mimiką i wydymaniem ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krytykować łatwo, prawda? Być anonimowym też łatwo, prawda? A robić coś fajnego - założyć bloga, mieć pomysł na siebie, starać się pisząc teksty, wykonując zdjęcia już nie tak łatwo, prawda?

      Nie, Marta NIE JEST pozerką! Jest wyjątkową osobą, nikogo nie udaje, nikogo nie kopiuje - JEST SOBĄ!

      _____________
      A tak na marginesie 'Anominowy Przyjacielu' przemyśl to, co teraz napiszę: LEPIEJ BYĆ POZEREM, NIŻ HEJTEREM.

      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  4. Fajny wywiad, znam Martę trochę już, ale dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy! Idę rzucić okiem na resztę Wodoodpornego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny pomysł z wywiadami też o tym myślałam.
    Zapraszam do mnie!

    Mam prośbę może polecisz mój blog?
    Ja zrobię to samo!
    Zapraszam do mnie!
    http://blogzakreconejnastolatki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. lubie tego typu wywiady :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam wywiady ;-) . A Marta wydaje mi sie miła osobą. Jej blog bardzo mi się podoba!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny pomysł na posty , uwielbiam czytać takie wywiady ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Wywiady to świetny pomysł! Podziwiam i życzę rozpowszechnienia :)

    ||DashingMay.blogspot.com||

    OdpowiedzUsuń

TOP