Raczej
mało osób wie, że w liceum chodziłam do klasy o profilu filmowym. Zatem, jak
pewnie się domyślasz, moja wiedza dotycząca kina, nie tylko polskiego, ale i
światowego powinna być na wysokim poziomie. Nie powinnam oglądać szmir, kochać
filmy Spielberga i wyczekiwać na nowe części „Gwiezdnych Wojen”.
Jednak
mimo cotygodniowych lekcji z przedmiotu: „Historia filmu”, pomimo warsztatów w
Gdyńskiej Szkole Filmowej, mojej trzykrotnej obecności na Festiwalu Filmowym
Camerimage i usiłowań Pani Dyrektor, lubię oglądać szmirowate, głupawe,
oklepane, ale przyjemne komedie. Nie zamierzam też tego zmieniać na wysublimowane
kino dla koneserów. Bo ja po prostu koneserem nie jestem.
